Szukaj na tym blogu

wtorek, 20 września 2016

Mamucie opowieści

Jak spotkałam Mamuta który odmienił moje życie
Na początku chciałam Wam przybliżyć trochę historię tego Mamuta. Był to już ostatni samiec ze stada - bo jak wiecie Mamuty już wymarły. Żył samotnie w swojej mroźnej jaskini w Koczargach Nowych . Aby móc przeżyć w skrajnie niekorzystny klimacie, jego organy wewnętrzne były odpowiednio przystosowane do spełniania swych funkcji. Jednym z nich było serce, w przypadku mamuta większe niż u jego krewniaka słonia. Serce to było tak wielkie że wypełniało całe mamucie ciało, przez co nasz samiec w zwielokrotniony sposób czuł wypełniające jego klatkę piersiową dziwne uczucia: tęsknoty i miłości. Sam nie wiedział co ma z nimi zrobić. Postanowił zgłębić powody tego dziwnego stanu. Nie miał kogo zapytać bo - jak wiadomo - bym ostatnim Mamutem na ziemi. Zaczął więc zgłębiać księgi magiczne. Wyczytał w nich, że każdemu Mamutowi przypisana jest jedna kobieta, która czeka na niego od 35 lat. Nasz mamut puknął się tylko w głowę, że szybciej na to nie wpadł i ruszył w świat. Do poruszania się służyły mamutowi włochatemu dwie pary potężnie zbudowanych nóg zakończonych szeroka stopą, rozkładającą ciężar zwierzęcia, umożliwiających łatwe poruszanie się jak również bieg z prędkością około 30 km/h. Mamut wielki osiągał ponad 4 m wysokości i wagę około 5 ton, więc bez trudu przemierzył 25 km w zaledwie godzinę ;-) Trochę się zmęczył, więc przysiadł na ławce w parku Zachodnim i oglądał sobie pociągi. Wtem na dziwnym pojeździe - dwóch kołach połączonych prętem - nadjechała dziewczyna. Była dziwna, nie miała tak włochatego ciała jak Mamut, ale miała burzę kręconych włosów na głowie. Gdy tylko zobaczyła naszego przybysza z Koczarg zatrzymała się oniemiała. Czytała niegdyś o prehistorycznym zwierzu , że do obrony i wyszukiwania pożywienia pod śniegiem i lodem służyły mu masywne, ponad 3,5 metrowe ciosy wygięte ku górze i tyłowi. Były one wyrośniętymi górnymi siekaczami, podobnie jak u współczesnych słoni. Jako, że u mężczyzn zawsze zwracała uwagę na zęby więc nie mogła Mamuta zlekceważyć. Jeszcze nigdy nie widziała takich wielkich majestatycznych zębów. Zaprosiła więc go do domu na pędy i gałązki wierzby, olchy, brzozy, młode igliwie i drobne rośliny zielne. Jego apetyt trochę przeraził. Mamuci dorosły osobnik zjadał dziennie około 180 kg pożywienia oraz wypijał około 150 litrów wody, ale na szczęście źródło wody oligoceńskiej znajduje się blisko ich nowej jaskini. I tak to się stało, że Mamut zamieszkał ze mną w mojej jaskini, a ja w jego wielkim sercu na zawsze. CDN.

czwartek, 6 marca 2014

Kolejna udana wyprawa w góry. Ale jak to? Przecież ja gór nie lubię a kolejny raz myślę o wyjeździe. Znów podróż rozpoczęła się z przyczółka Agata - Wro. Jak zwykle nie zawiódł Polski Buz. Potem jednak nastąpiły ciekawe zmiany komunikacyjne. Bla Bla Car. Podróż do Szklarskiej Poręby trwała zamiast 5 godzin tylko dwie i kosztowała 15 zł od osoby. W Szklarskiej Wiosna była tej zimy, ale ja przecież przyjechałam na Biegówki. W Szklarskiej fajnie jest bo są oscypki, basen z przeszkolonymi szybami i obłędnym widokiem na Szrenicę, i smażone lody. Polecam pensjonat Magnolia u "Delfiny". Jest ciepło, gorąca woda, wspólna kuchnia, wi-fi. Delfina mieszka w oddzielnym domu i się nie angażuje w życie pensjonariuszy. Są miejsca na samochód, ognisko i chyba latem piękny ogród.Noc kosztuje 50 zł. Ten pensjonat znajduje się na uboczu, ale równocześnie dwa kroki od centrum. Szklarska Poręba posłużyła mi jako baza wypadowa do Jakuszyc - miejsca gdzie znajdują się najpiękniejsze trasy biegówkowe w Polsce. Polecam. Swoje biegówki zostawiłam w domu więc korzystałam z wypożyczalni na miejscu. Koszt na jeden dzień to 25 zł. Pamiętajcie, że trzeba oddać je do 17-stej. Na uwagę zasługuje góra Szrenica z której roztaczają się przepiękne widoki. Wjazd na nią trwa 30 minut. Czeka na nas przesiadka z wyciągu na wyciąg. Koszt w obie strony to 44 zł.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Wesoły Szczeliniec

To dopiero była wyprawa.Najgorsza była podróż - pamiętam jakby trwała dwa dni. Nie będę jej opisywać. Opowiem tylko tyle, że nie warto jej organizować publicznymi środkami transportu, bo to niepotrzebny stres. Podróż rozpoczęła się od noclegu u Agaty we Wrocławiu i szwędaniu się po mieście.
Potem po długiej podróży dotarłyśmy do schroniska na Szczelińcu. Oprócz miliona schodów które trzeba pokonywać każdego dnia było bardzo urokliwe. Widoki wspaniałe. Turnieje kanasty nad przepaścią będę pamiętać do końca życia. Warunki w schronisku nawet ok. Cena za łóżko 30 zł za osobę. Jedzenie drogie. Ciągle brakowało ciastek. SCHRONISKO www.naszczelincu.pl

Kujawy - Jezioro Wiktoryjskie

W zasadzie niczym nie różni się od pozostałych jezior Kujaw, może poza popularnością. Masa ludzi i wiele publicznych plaż. Jedna strzeżona z wydzielonym kąpieliskiem umiejscowiona wśród sosen, ale dla uparciuchów znajdą się pełne uroku zakątki z dala od ludzi. Każdy znajdzie dla siebie coś fajnego.

Kujawy- Jezioro Czarne

Na tych Kujawach to mają bardzo dobrze oznaczone jeziora. Wszędzie jasne kierunkowskazy. Jedz tam ! Jezioro Czarne. Pozazdrościć! Strzeżona plaża. Kocyk,a nad głową korony 60-cio letnich sosen. Mało ludzi. Woda zimna jak piorun, ale czysta. Na uwagę zasługuje PRL-owski bar z widokiem na jezioro. Ochyda frytek nie ma sobie równych. A ten ketchup? Mrrrrrrrrr

Kujawy kraina jezior - Jezioro Białe I Lucieńskie

Pobudki wyjazdu takie jak zwykle. Taplanie się w jeziorze. Baza wypadowa Włocławek. 180 km na północ od Warszawy. Miasto zaskakująco przyjemne i spokojne. Trasa dojazdowa do samego miasta wiedzie drogą szybkiego ruchu wzdłuż Wisły. Pierwszy przystanek Jezioro Białe Nie mogłyśmy dostać się do plaży. Nad brzegiem wszędzie agroturystyka z prywatnymi plażami. Chęć kąpieli była jednak tak dojmująco silna, że zdecydowałyśmy się na wydatek 5 zł od łepka i zakosztowałyśmy zielonej toni jeziora. Trafiłyśmy za zachód słońca więc kąpiel się znacznie przedłużyła. Nie było chętnych by nam towarzyszyć więc w pojedynkę wypływałyśmy niebezpiecznie daleko od brzegu.

Ukta, a tak na prawdę Krutyń, rzeka Krutynia, jezioro Krutyńskie i Jezioro Mokre

To nietypowa mazurska wyprawa. Najlepsze miejsce na spływ kajakiem. Odległość dość nie przyjemna bo 180 km od Warszawy, ale da się wytrzymać. Za to krajobrazy cudne, a sama rzeka czysta i przejrzysta. Widoczność w głąb to około 2 m. Na dodatek nie ma prądu i łączy się z jeziorami więc można poszaleć wpław. Trzeba tylko uważać żeby nie stratowały Cię tłumy kajaków. Podczas tego wypadu nie miałam ochoty już na kajaki po ostatniej trefnej wyprawie nad Pilicę. Był za to nudny i festyniarski Piknik Country w Mrągowie i wyżerka w knajpkach oraz strzelanie do misia. Kłopot z noclegiem był dużym zaskoczeniem, ale to chyba wina Pikniku. Udało się załatwić nocowanie pod namiotem. Największa frajda to Jezioro Mokre znajdujące się w rezerwacie przyrody. Można tam dotrzeć jedynie od strony jeziora kajakiem. Wiem to dokładnie bo próbowałam przez parę godzin dojść tam pieszo. Fajne miejsce i bezpiecznie pod namiot.